Parę zdjęć z Berlina
Wycieczka odbyła się jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem chwilę aby uporządkować zdjęcia. Zapraszam na fotobloga.
Wycieczka odbyła się jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem chwilę aby uporządkować zdjęcia. Zapraszam na fotobloga.
Dzisiejszy bieg we włoskim Bormio miał pasjonujący przebieg. Justyna biegła po pierwsze miejsce. Dopiero na ostatnich metrach dogoniła ją Finka Virpi Kuitunen, nadrabiając wcześniejszą 24 sekundową stratę. Obie dziewczyny finiszowały prawie równocześnie - przewaga Finki wyniosła 0,3 sekundy. Justyna dała z siebie wszystko - po przekroczeniu mety po prostu padła.
Zawody w Bormio zakończyły rywalizację w tegorocznej klasyfikacji Pucharu Świata. Ostateczne wyniki są następujące:
1. Virpi Kuitunen (Finlandia) 1552 pkt
2. Astrid Jacobsen (Norwegia) 1255 pkt
3. Justyna Kowalczyk (Polska) 1096 pkt
4. Charlotte Kalla (Szwecja) 1046 pkt
5. Petra Majdic (Słowacja) 969 pkt
6. Walentyna Szewczenko (Ukraina) 957 pkt
7. Arianna Folis (Włochy) 934 pkt
8. Claudia Nystad (Niemcy) 921 pkt
9. Aino Kaisa Saarinen (Finlandia) 826 pkt
10. Evi Sachenbacher-Stehle (Niemcy) 736 pkt
Gratulacje dla Justyny :)
Pamiętajcie o niej w plebiscycie na sportowca 2008 roku!
Wredne media wmawiają Polakom, że zimy już nie ma. To oczywista nieprawda. Zima trwa nadal - dowód przedstawiam powyżej.
Dziś w Jakuszycach pogoda była świetna (śnieg+słońce). Kurtki, czapki oraz rękawiczki można było zostawić w bagażniku :)
Pogodę wykorzystali organizatorzy Biegu Retro. To impreza dla miłośników nart i strojów z przełomu XIX i XX wieku.
Na Polanie Jakuszyckiej odbyły się też zawody o pohár Libereckého kraje. Od jakiegoś czasu Czesi dominują w polskich górach jako ci bardziej aktywni sportowo. Jeśli ktoś chciałby się o tym przekonać, to proponuję policzyć Czechów i Polaków w 1-szej dziesiątce tegorocznego Biegu Piastów.
Niestety w Polsce najpopularniejszym sportem zimowym pozostaje nadal ekscytacja Małyszem, przed telewizorem, w kapciach, z puszką Tyskiego w dłoni... Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.
Należy brać przykład z Czechów, olać prognozę pogody i jechać w góry - tak jest zdrowiej :)
W ostatni weekend znów zrobiliśmy mix 'biegówki+rakiety', a doliczając piątek to nawet 'wino+biegówki+rakiety'... Na rakietach przeszliśmy z Polany Jakuszyckiej (ze śniadaniem w Gospodzie Granicznej) do schroniska "Na Hali Szrenickiej". W schronisku poznaliśmy Henryka Sytnera z radiowej Trójki, którego znawcom nart specjalnie przedstawiać nie trzeba ("Proszę państwa, na Lolobrygidzie wspaniałe warunki narciarskie"). W jedną stronę szliśmy poza szlakiem - bardzo ciekawą ścieżką - a z powrotem szlakiem zielonym z wizytą na Owczych Skałach. Było niełatwo, ale przyjemnie :) Całość to jakieś 12 km.
Oto kilka zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.
W najbliższy weekend też tam będziemy :)
Ostatni weekend spędziliśmy bardzo fajnie. Wprawdzie nie świętowaliśmy urodzin żadnego z uroczych bobasków naszych znajomych ani nawet nie byliśmy u cioci na kawie z bezą, ale i tak zabawa była świetna.
Po sobotnich biegówkach w Jakuszycach spędziliśmy niedzielę na rakietach śnieżnych. Przeszliśmy malowniczy kawałek Grzbietu Kowarskiego - od Przełęczy Okraj do czeskiego schroniska Jelenka. Niby niedużo, ale jak na pierwszą przygodę z rakietami, to zupełnie wystarczyło.
Rakiety ułatwiają poruszanie się po śniegu. I nie ma znaczenia, czy jest zmrożony, czy sypki. Idzie się po nim, jak po stole - bez zapadania. Sprawdzenie tej oczywistej oczywistości sprawiło mi dziką radość. Do tej pory nie właziłem w górach do zaśnieżonego lasu, bo po cholerę udawać przyjemność, gdy stoi sie po pas w śniegu. Dodatkowo szlak znacznie się poszerza, bo nie ma żadnych przeszkód, by zejść ze ścieżki i wejść do lasu. A co tam szlak! Kilka razy zbiegałem (tak, w rakietach można biegać!) do przyległych młodników świerkowych i po chwili wracałem bez szwanku. Tak zupełnie szlaku nie mogłem ignorować, bo szliśmy przecież przez teren parku narodowego.
Przemieszczanie się na rakietach daje możliwość zrobienia fajnych zdjęć w zimowych sceneriach nie tkniętych ludzką nogą. Był z nami profesjonalny fotograf, który obiecał podzielić się swoimi fotkami. Niebawem postaram się wrzucić kilka z nich.
Wyjścia na rakiety w Karkonosze i Izery są organizowane przez przewodników sudeckich, a sprzęt wypożycza sklep Rakiety Śnieżne Profi. W kolejny weekend też wybieramy się w góry. Oczywiście w sobotę na biegówki a w niedzielę na rakiety.
Do tej pory pisałem o rzeczach łatwych. Dziś będzie o rzeczach trudnych. Jeśli ktoś doczyta ten post do końca, to może się uważać za znawcę tematu (tzw. geek’a) ;)
Zatem do rzeczy. Na początku oddzielmy dwie sytuacje:
Jednorazowy wybór nart
W pierwszej sytuacji sprawa jest dość prosta. Nie wiemy czy będziemy biegać w przyszłości. Jesteśmy pełni obaw i sceptycyzmu. Być może nawet chętnie ucieklibyśmy na kawę do miasta… Niestety tak się nie da. Presja towarzyska jest tak wielka, że podchodzimy do kontuaru w wypożyczalni i uczestniczymy w takim (mniej-więcej) dialogu:
– Dzień dobry. Chciałbym narty wypożyczyć… biegowe…
– Dobra, dobra, zaraz, tylko tą panią obsłużę…
(po chwili)
– A pan biega klasykiem, czy łyżwą?
– Proszę? Nie rozumiem, mógłby pan przybliżyć…
- W porządku, już wiem – przerywa w pół zdania – pan pierwszy raz na biegówkach?
– Taaa… właśnie chciałem, żeby ktoś mi…
– O’key... – nie słuchając, odwraca się i wrzeszczy – Janek, daj te niebieskie dechy… Nie te! Tamte drugie… To nic, że nie smarowałeś. Pan się uczy…
– Buty i kije też dać?
– Tak, no jasne…
– Janek, daj te różowe buty!
Nie lubimy różowego, ale co tam. Odbieramy różowe salomony (z żółtymi sznurówkami):
– A nie macie państwo bardziej suchych?
– Panie, suche to one były w ostatnie wtorek! He, he… - z oddali słychać śmiech pana Janka - Taki ruch tu teraz mamy. No dobra… Kije to mam tylko takie krótsze. Wie pan, jeszcze godzinę temu były też dłuższe, ale wypożyczyli. Bierze pan?
Oczywiście, że pan bierze. Dostajemy kije sięgające nieco powyżej pasa i… sprzęt „dobrany”. Płacimy należność, oddajemy dowód w depozyt i udajemy się na trasę.
Teraz bardziej serio. W cywilizowanych wypożyczalniach (np. po polskiej i czeskiej stronie Sudetów) zwykle dostaniemy sprzęt kilkuletni (choć czasem prawie nowy). W tej sytuacji najprostszą metoda wyboru nart jest metoda „na Krakowiaczka”. Długość narty powinna być równa odległości od podłogi do podstawy wyciągniętej w górę dłoni narciarza. Wyobraźmy sobie tańczącego Krakowiaczka z wyciągnięta w górę ręką i zagiętą dłonią. On właśnie wyznacza optymalną długość nart. Można też nieco inaczej: wyciągamy rękę maksymalnie do góry, mierzymy odległości od podłogi do koniuszka najdłuższego palca i odejmujemy
Buty – wbrew obiegowej opinii i moim żartom – dostajemy suche i bezpieczne. Tzn. nie grozi nam grzybica ani inne dolegliwości, nawet po ich kilkukrotnym użyciu. Podkreślam – tak jest w cywilizowanych wypożyczalniach.
Zazwyczaj nie ma sensu dyskusja o innych metodach doboru narty, o twardości, wadze i umiejętnościach narciarza. Zasoby wypożyczalni są skończone i jedyna metoda na większy wybór, to… wstać i przyjechać o godzinę wcześniej. Z drugiej strony ci ludzie wiedzą, co robią – zazwyczaj można polegać na ich radzie. Ostatecznie narty, które z jakiegoś powodu nam nie odpowiadają można wymienić na inne.
Wybór nart „na zawsze”
Druga sytuacja dotyczy zapaleńców, który słusznie lub niesłusznie uznali, że posiadanie własnego sprzętu poprawi ich możliwości, poszerzy perspektywy, czy wreszcie - wzmocni ego.
Wówczas należy podejść systematycznie do problemu długości nart. W pierwszej kolejności musimy odpowiedzieć na pytanie „Jaki rodzaj (podrodzaj?) narciarstwa biegowego będziemy uprawiać?” W swojej uproszczonej – smarturowej – systematyce wyróżniam 3 rodzaje narciarstwa biegowego:
Do każdego rodzaju biegania przystosowane są inne narty i dlatego w pierwszej kolejności powinniśmy wybrać narty pod kątem ich przeznaczenia. Gdy już wiemy jaki rodzaj biegania najbardziej nam leży, zapominamy o metodzie „na Krakowiaczka”. Następnie stosujemy się do tych zasad:
Łuska czy bez łuski?
Jeśli początkujący (lub nawet średnio-zaawansowany) narciarz spotka się z powyższym pytaniem, to odpowiedź jest prosta: „Łuska”. Ale o co chodzi? Łuską nazywamy drobne zagłębienia w środkowej części ślizgu narty. Ułatwiają one poruszanie, zapobiegając niekontrolowanym zjazdom narty na podejściach. Co ważne – takiej narty nie musimy smarować „na trzymanie”. Narty z łuską łatwiej opanować, co nie oznacza, że są sprzętem dla osób o małych ambicjach. Wielu producentów posiada w ofercie bardzo dobre narty z łuską, które przez lata będą nam dobrze służyły. Narty bez łuski – póki co – pozostawiamy sportowcom i osobom posiadającym bardzo dobre umiejętności.
Szczegółowe informacje o doborze nart
W pierwszej kolejności szukaj ich na stronach producentów, np.:
Poczytaj porady dostępne w necie, np. na skionline.pl lub na skimag.pl i odwiedź najlepsze forum na biegówki.pl. Być może na Twoje pytania są już odpowiedzi. A gdy już wiesz jakie narty są dla Ciebie najlepsze czas na wybranie wiązań, butów i kijków. Ale o tym następnym razem.
Krótki komunikat dla zainteresowanych: zostało ostatnie miejsce w busie, którym jedziemy na Islandię (13 VI-6 VII). To taka wyspa, na której tubylcy jedzą prince polo. Niby leży w Europie, a w praktyce bliżej Grenlandii (287 km). Jakby ktoś chciał się dołączyć, to niech wali na maila.
Decyzja o wyjeździe na biegówki zazwyczaj zapada raptownie i niespodziewanie. Jesteśmy na imprezie u znajomych, opróżniamy 3-go caberneta, ktoś pokazuje zdjęcia ze swojego wypadu w góry. Widzimy śnieg, słońce, uśmiechnięte pyski… Chwila refleksji („Ja nie potrafię?”) i… dzielnie deklarujemy chęć wyjazdu. Szybko pada odpowiedź: „O, to fajnie, że chcesz jechać! My wybieramy się za tydzień. Jedź z nami!” Klamka zapadła. W tej sytuacji zostaje tylko kilka dni na przygotowania do wyjazdu...
Jeśli nie zamierzamy łączyć go z udziałem w Biegu Piastów, to ten czas powinien wystarczyć do wstępnego przygotowania. Poniżej opisałem najważniejsze elementy przygotowań.
Narciarz
Jeśli ktoś nie uprawia żadnego sportu, to proponuję w dniach poprzedzających wyjazd zażyć trochę prostego ruchu. Najbardziej wskazane są bieganie i basen. Wiem, wiem… Pływanie i bieganie mogą być dla niektórych czytelników zabójcze – znam takich :) W tej sytuacji warto chociaż pospacerować szybkim krokiem. Dodatkowo każdego dnia powinniśmy wykonać kilka ćwiczeń rozciągających. Ich przykłady można znaleźć w necie. Chodzi o rozruszanie i rozciągnięcie naszych „zardzewiałych” członków. W ciągu kilku dni i tak nie nabędziemy życiowej formy, więc eksperymenty z programami typu „Super-Body-In-5-Days” na osiedlowej siłowni nie mają żadnego sensu. Jeśli ktoś jest ogólnie sprawny, (ponieważ amatorsko uprawia jakiś sport) to zapewne spokojnie poradzi sobie pierwszego wypadu na biegówki. Jeśli z czasem bieganie na nartach zacznie nam wchodzić w krew, to docelowo warto zaplanować trening wytrzymałościowy, ale o tym może kiedy indziej.
Sprzęt
Uwaga - nie kupujemy sprzętu przed pierwszym wyjazdem!
Po pierwsze – nie ma sensu wydawanie pieniędzy gdy nie wiadomo, czy bieganie nam się spodoba. Pierwszy wyjazd warto zaplanować tam, gdzie są wypożyczalnie sprzętu.
Po drugie – właściwy dobór nart, kijów i butów może okazać się skomplikowany dla początkującego, dlatego warto przynajmniej raz zobaczyć komplet dobrany przez speca. W przeciwnym razie możemy być zmuszeni do szukania pomocy na forach: „Kupiłem na Allegro w bardzo atrakcyjnej cenie narty a na giełdzie buty. Sprzęt jest prawie nowy. Tylko, że buty nie pasują do wiązań. Co robić? Pomóżcie!”
Po trzecie – korzystając z wypożyczalni mamy możliwość przetestowania różnych długości i typów nart. W ten sposób zdobywamy bezcenną wiedzę o tym, jaki sprzęt jest dla nas najlepszy. Takich informacji producenci nie drukują w katalogach. O doborze długości nart, kijów oraz rodzajach wiązań napiszę innym razem. Tymczasem zaufajmy radzie człowieka z wypożyczalni.
Odzież
Zaryzykuję stwierdzenie, że odpowiedni dobór odzieży ma dla początkującego większe znaczenie niż odpowiedni dobór długości nart. Dlaczego? Otóż odzież musi spełnić jednocześnie kilka warunków, a od ich spełnienia zależy, czy bieganie nam się spodoba, czy też będzie się kojarzyło z męczarnią:
Najlepiej jeśli ubranie będzie takie jak ogry. Kto oglądał Shreka, ten wie, że „ogry mają warstwy”. Ubranie narciarza też powinno mieć warstwy:
Na nogi zakładamy mniej – można ograniczyć się do założenia warstwy 1-szej i 3-ciej. Czyli panowie – kalesony, panie – legginsy a na to grubsze, chroniące od wiatru spodnie z materiału o bardziej zbitej strukturze. Wszystko powinno być elastyczne. Jeśli się uda, to przynajmniej 1-sza warstwa termoaktywna. Skarpetki mogą być bawełniane. Niektórzy biegają w skarpetach do nart zjazdowych. Moim zdaniem są za grube i za długie. Wystarczą zwykłe sportowe. Buty, w których się biega, zazwyczaj dobrze izolują przed zimnem, więc wkładanie grubych skarpet nie ma sensu. Trzeba jednak pamiętać o zabraniu par „na zmianę”. Początkującemu zdarza się, że niefortunnie nabierze śniegu, przemoczy skarpety a wtedy zapas jest jak znalazł.
Nie zapominamy o rękawiczkach i czapce. Rękawiczki powinny być miękkie. „Pancerne” rękawice do zjazdówek są za grube. Czapka to już bardziej kwestia gustu, ale ona również nie może być za gruba. Przy bardzo dużym wietrze sprawdzi się tzw. kominiarka.
Podsumowanie
Jestem gorącym zwolennikiem ubierania przynajmniej 1-szej warstwy z tkanin oddychających. A określenia „termoaktywna” i „oddychająca” kojarzą się z komfortem (rzadziej) i wysoką ceną (częściej). Prawda jest nieco inna. Komfort jest rzeczą subiektywną, więc jedyne co mogę poradzić to sprawdzenie jak czujemy się w konkretnym t-shircie. Cena zależy – rzecz jasna – od marki producenta. Jednak nie warto rujnować domowego budżetu. Z czystym sumieniem polecam polskie produkty, np. mój ulubiony Himal Sport. Koszulka o bardzo dobrych właściwościach kosztuje ok. 33 zł, czyli tyle ile zwykła bawełniana. Za portki trzeba zapłacić ok. 60 zł. To znacznie mniej niż za odzież tzw. znanych marek. Mając taki komplet, resztę stroju można spokojnie wygrzebać z szafy (np. kurtkę z polaru czy leginsy).
I oto jesteśmy prawie gotowi do wyjazdu. Jeszcze tylko krem, coś do picia i parę czekoladek. No i czekamy na weekend, żeby pobiegać. W kolejnym odcinku będzie o dobieraniu długości nart a może nawet kijków ;)

Jest jednak niewielka grupa desperatów, którzy decydują się na wyjazd. W rozmowach przedwyjazdowych często twierdzą uparcie, że jeździli na nartach, że znają te klimaty, że mam się wyluzować i wszystko będzie spoko. Dopiero po wytrzeźwieniu dociera do nich ta subtelność – jedziemy na narty biegowe a nie zjazdowe. Tym samym będziemy biegać a nie zjeżdżać. Wtedy często padają trudne pytania: „To co my mamy zabrać? Czy my się w ogóle do tego nadajemy?”
I właśnie dla wszystkich, którzy zamierzają zacząć bieganie na nartach postanowiłem napisać parę wskazówek. Tak na dobry początek. Nie żebym czuł się ekspertem – co to, to nie! Robię to bardziej z lenistwa, na wypadek, gdyby ktoś z couch potato zdecydował się jednak dołączyć w kolejny weekend. Wtedy zamiast klepać na nowo maila w poradami wyślę delikwentowi link. No to do dzieła.
Co to znaczy „jeździć na biegówkach”?
Ten zwrot najczęściej budzi straszliwe skojarzenia: "Będę musiał gonić bez sensu po lesie, spocę się, po czym na końcu zderzę z drzewem, zasłabnę i zamarznę". Na szczęście zarówno ta obiegowa nazwa, jak i skojarzenia nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Początkujący narciarz biegowy ani nie pojeździ (tak jak być może robił to wcześniej na zjazdówkach) ani nie pobiega (tak jak biatlonista na ekranie Eurosportu). Ale również nie zrobi sobie krzywdy.
Narciarstwo biegowe to sport, w którym o tempie ruchu decydujemy sami. Na biegówkach można niespiesznie spacerować po przygotowanym szlaku, można pokonywać długie dystanse wśród dzikiej przyrody, ale można też wypruwać sobie żyły w biegach na zawodach. Jak kto lubi. Wystarczy znaleźć swój sposób i cieszyć się życiem.
Początki na biegówkach to "turystyczne szuranie". Na początku idzie dość powoli, ale jest przyjemne i w fajnym gronie można się nieźle bawić. Wielu poprzestaje na tym etapie, ale warto zainwestować w instruktora, który pokaże nam drogę do sportu.
Warto wiedzieć że:
Czy wyciąg narciarski daje szczęście?
Trzeba rozprawić się z obiegową opinią, wygłaszaną przez osoby, które wprawdzie lubią sporty zimowe, ale nigdy nie próbowały użyć nart biegowych: „E tam, to nie dla mnie. To taki nudny sport dla emeryta. Ja muszę poczuć tę prędkość, muszę zjeżdżać z góry. Nie, nie, bieganie po płaskim nie daje frajdy.” Sam bardzo lubię narty zjazdowe, czyli tzw. „normalne”. (Przez jakiś czas byłem nawet członkiem sekcji narciarskiej AZS-u UWr). Moje zdanie jest takie – bieganie na nartach daje inny rodzaj przyjemności niż zjazdy. Porównywać można wszystko (również młotek z obcęgami), ale nie zawsze ma to sens. Na narty biegowe wybieramy się, by pokonać własne słabości, poprawić kondycję, wreszcie postać w lesie i pogapić się na ośnieżone drzewa w zupełnej samotności. Wyciąg, karnet, nachylenie stoku i kask na głowie nie są do tego zupełnie potrzebne. Ostatecznie jedno nie wyklucza drugiego – po spędzeniu kilku godzin na trasach biegowych można odpocząć i wybrać się na pobliski stok (np. na nocną jazdę). A zapalonym zjazdowcom i snowboardzistom polecam wypróbowanie biegówek. Zapewniam – wielu z Was zmieni zdanie o tym sporcie i pozna lepiej własną anatomię :)
Fajnie jest biegać!
W każdą niedzielę zaczynam odliczanie do kolejnej soboty. W tą sobotę również wsiadam do auta i pędzę do Jakuszyc na całe dwa dni biegania. Tym razem z dwójką dzielnych znajomych. Został jeszcze tylko jeden dzień :)
W kolejnym odcinku napiszę, jak się przygotować do pierwszego biegania, od czego zacząć, czy i co kupować przed pierwszym wyjazdem.
Bawiłem się dziś znakomicie :)
Zerowe wydanie Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego było podstawą tej zabawy. Radio Złote Przeboje (należące do Agory :) ) przygarnęło Niedźwiedzia i - mam nadzieję - przygarnie sporą grupę słuchaczy starej 3-kowej listy przebojów. Obecnie "spisiałej" 3-ki nie ma już sensu słuchać. No bo dla kogo? Dla Karnowskiego?
Bawiliśmy się w kilku miejscach jednocześnie:
- 90,4 fm - częstotliwość Złotych Przebojów. Wiem, wiem, te cyferki obowiązują tylko we Wrocku. Częstotliwości innych miast znajdziecie w necie. Szukajcie pilnie - Złote Przeboje dają czadu nawet w Jeleniej Górze,
- forum - na forum byliśmy na początku, zagrzewając Niedźwiedzia do boju w tym wątku. Po napisaniu paru postów wysłałem do niego maila z pytaniem o obecność niejakiej Aliny z Koszalina. Nie odpowiedział dziad... Ale Alina była :)
- nieoficjalny czat - który odpalił Michał. Świetne miejsce dla średnio-szybko-piszących oraz szybko-piszących fanów LISTY. Tutaj przeszła większa grupa fanów listy. (Archiwum czata Michał obiecał udostępnić niebawem). Za tydzień odpalimy NOWEGO-LEPSZEGO czata. Dostępny będzie dla wszystkich - nawet dla tych, którzy nie lubią debilnej nazwy "Radia Złote Przeboje",
Naturalnie w tle mieliśmy odpaloną Naszą-Klasę. Niestety zamiast znajomego Pana Gąbki pojawił się komunikat o krytycznym błędzie w konstrukcji Wszechświata. Po ulepszeniu serwerów prysł dawny czar Naszej-Klasy ;) Pozdrowienia dla innych słuchaczy (Dżastin), których widziałem na GG :)